O tym, że na urlopie bywa różnie, chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Niektórzy lubią aktywnie, niektórzy wręcz przeciwnie. Ja chyba jak zwykle jestem gdzieś pośrodku, czyli siedzieć na miejscu nie chcę, ale przesady w zaliczaniu kolejnych atrakcji turystycznych też nie lubię. Lubię mieć poczucie, że mam dużo czasu. Chyba to mnie najbardziej relaksuje. Jako człowiek aktywny fizycznie niedobrze znoszę brak wysiłku, dlatego odkąd zacząłem biegać systematycznie, na każdym urlopie biegam niemal codziennie. Bo lepiej mi z tym i tak wypoczywam. No dobra, jest jeden haczyk. Trzeba to wszystko jakoś pogodzić z planami reszty rodziny. A najlepiej to w ogóle mieć super wyrozumiałą rodzinę. No to tyle ode mnie ;)

Jak by tego było mało, na urlopie lubię biegać w zawodach! Dzięki zaplanowaniu pobytu nad morzem tak, aby wracając zatrzymać się w Szczecinie miałem już po raz drugi okazję pobiec w szczecińskim półmaratonie, a dzień wcześniej zaliczyć bieg parkrun. Do Szczecina przyjechaliśmy w piątek, tak aby mieć trochę czasu na spacery, a sobotni poranek zacząłem od pierwszego startu.

Parkrun Szczecin #103

Parkrun to świetna inicjatywa. Biegi na 5 km z jednorazową rejestracją , pomiarem czasu i bez żadnych opłat, organizowane w wielu miastach są doskonałym urozmaiceniem urlopu. Zawsze w sobotę, zawsze o 9:00 i zawsze w parku. W Szczecinie akurat możemy zobaczyć  Park Arkoński, w którym trenuje między innymi znany polski maratończyk i popularyzator metod treningowych Jerzy Skarżyński. Trasa jest bardzo szybka i można na niej łatwo zrobić rekord życiowy, co akurat mi się udało. Nie bałem się, że następnego dnia będę w słabszej dyspozycji. W końcu byłem na urlopie – miałem czas aby wypocząć ;)

W sobotę odwiedziłem też biuro zawodów, w którym z zerowym czasem oczekiwania odebrałem swój pakiet na półmaraton. Jeszcze trochę spacerowania po mieście, ładowanie węglowodanami i już byłem gotowy na główny start weekendu.

38. PKO Szczecin Półmaraton

Bez wątpienia jest to jeden z najlepiej zorganizowanych biegów w Polsce. Politykę  informacyjną, organizację biura zawodów, okolice startu i mety oraz przygotowanie trasy i komunikację po biegu oceniam bardzo dobrze.  Jest to też bieg, który pokazuje ładny kawałek miasta i biegnąc już po raz drugi w Szczecinie miałem wrażenie, że ten półmaraton zleciał mi bardzo szybko. Nie nudziłem się na pewno ;)

Zaczynamy w parku Jasne Błonia, przepięknym miejscu, dającym poczucie przestrzeni i pozwalającym na rozmieszczenie całego miasteczka półmaraton i kilku tysięcy biegaczy wraz z kibicami.

Pierwszy kilometr jest szybki, bo z górki. No i jak zawsze można dać się ponieść euforii i polecieć trochę za szybko. Ale wkrótce wyhamujemy i będziemy mogli przejść do kontroli tempa. W tym momencie warto zacząć się rozglądać, bo biegniemy przez centrum miasta, aby tuż przed ukończeniem pierwszych 5 km przebiec wzdłuż Wałów Chrobrego, obok Akademii Morskiej oraz Muzeum Narodowego.  Nie przejmujcie się jeżeli ta pierwsza piątka wyjdzie za szybko, jest prawie cała z górki. To co tu zyskamy oddamy na podbiegach do 13 km. Potem będzie już raz z górki, raz pod górkę, ale nie są to bardzo duże przewyższenia. Problemem może być to, że miejscami ulice są brukowane, no ale taka uroda biegów ulicznych. Mniej więcej po przebiegnięciu 2/3 trasy zaczną się długie proste, na którym możemy sobie pozwolić na szacowanie odległości od biegaczy przed nami i ewentualnie podjęcie próby wyprzedzenia. Warto przyspieszyć, bo w końcówce będzie „z górki”.

  

Na mecie dostajemy, według mnie, najładniejszy medal spośród tych, które mam w swojej kolekcji. A jest tego sporo. Mam już kotwicę i koło sterowe. Nie wiem co będzie w przyszłym roku, ale już chcę mieć.

 

Wiele osób mówi, że trasa półmaratonu szczecińskiego jest trudna. Nie przesadzałbym z tym, choć rzeczywiście rezultaty na bardziej płaskich i prostych biegach mogą być nawet o 3 minuty lepsze przy podobnym poziomie zaangażowania. No ale nie o to chodzi, aby każdy bieg był na życiówkę, ale aby się rozwijać i mieć z tego radochę, prawda? No więc z tym nastawieniem pobiłem swoją życiówkę na dystansie półmaratonu o prawie 3 minuty, podczas, gdy przez ostatnie dwa lata przyciąłem ją o niecałe2 minuty. Można? Można ;)

Bieganie na urlopie

Dlaczego udało mi się pobić dwie życiówki w jeden weekend, choć mam już za sobą kilka lat biegania? Powodów jest wiele. Przede wszystkim więcej trenuję. Ale to nie wszystko, bo na przykład:

  • Na urlopie pozwalam sobie na rozluźnienie, poczucie, że nic mnie nie goni, nie muszę z niczym zdążyć. Głowa się odblokowuje i biegnie się z takim nastawieniem dużo lżej.
  • Na urlopie nie siedzę tyle przy komputerze. Właściwie w ogóle nie siedzę przy biurku, tylko cały czas się ruszam, co przekłada się na lepszy krok biegowy.
  • Na urlopie lepiej jadam. Nie oszczędzamy na jedzeniu – wolimy zjeść drożej, ale coś dobrej jakości, niż żywić się byle czym.
  • Na urlopie lepiej sypiam – no wiadomo. Nie muszę wstawać rano, choć ze względów praktycznych i tak wstaję wcześniej niż reszta rodziny, bo lubię pobiegać rankiem.

To wszystko powoduje, że urlop to nie jest taki zły pomysł na poprawianie życiówek. Jest w tym pewien haczyk oczywiście. Wczasy all-inclusive z darmowymi drinkami mogą skutecznie nam to utrudnić ;) No ale to już decyzja każdego z nas. Jak bardzo tego chcesz?

Dyskusja

Wysyłając dane z tego formularza akceptujesz politykę prywatności Mollom.