28 sierpnia odbędzie się wyjątkowy (jak zapewniają organizatorzy) bieg, czyli 37. Półmaraton w Szczecinie, w ramach którego zostanie rozgarany również bieg na 10km. Postanowiłem zadać rzecznikowi biegu kilka pytań odnośnie samej inicjatywy. Zapraszam do lektury!


Dlaczego w Szczecinie biegacze będą oddychać czekoladą?

Bo Szczecin to miasto pachnące czekoladą. Rzeczywiście biegnąc wybranymi ulicami Szczecina czuć unoszący się aromat czekolady. Jest to zapach, który pozytywnie podrażnia, a to wszystko za przyczyną fabryki czekolady „Gryf”. 

Czy w takim razie biegnąc o 9 rano jest szansa natknąć się na ten zapach?

To raczej nieuniknione. Biegnąc przez Wały Chrobrego jest szansa, że poczujesz woń czekolady. Z mojej perspektywy ten zapach jest tak silny, że człowiek może odnieść wrażenie, że już za chwilę będzie ją pić. 

Jaki jest wasz cel organizacyjny na kilka lat do przodu? 

W mojej opinii Szczecin jako miasto jest nadal nieznany w Polsce, a ludziom kojarzy się głównie z morzem. Chcę, aby Półmaraton Szczeciński był marką kojarzoną ze Szczecinem, która przyciągnie do miasta sporą rzeszę biegaczy zarówno z kraju jak i Europy. 

W Polsce rynek biegów jest coraz bardziej konkurencyjny. Czym możecie się wyróżnić?

Robimy to co zachód. Organizacyjnie nie odbiegamy od wydarzeń zorganizowanych w Europie. Podpatrujemy rozwiązania z Berlina, Nowego Jorku, czy Kopenhagi. Poza tym to jeden z najstarszych biegów w Polsce. Nawiązujemy więc też do tradycji, w tym roku odbędzie się już 37. edycja biegu. 

Od lewej: Andrzej Łuc (rzecznik prasowy Półmaratonu), Jerzy Skarzyński oraz Mateusz Jasiński - ambasadorzy 37. Półmaratonu w Szczecinie.

Dlaczego podpatrujecie, a nie kreujecie?

Chcieliśmy w pierwszej kolejności, aby fundamentem tego biegu była jakość. Na niej można budować dalej. Na pewno, aby wyróżnić się na tle tylu imprez w Polsce, trzeba wykreować coś, co odróżni to wydarzenie od innych. Szczecin jest miastem wyjątkowym pod tym względem, że jest miastem portowym i jest utożsamianym z wodą, a nawet morzem, choć nad nim nie leży. Przyjęliśmy w tym roku konwencję portową/morską, dlatego koszulki są opatrzone kotwicą, tak samo medal jest w kształcie kotwicy. Wykorzystujemy ten pozytywny motyw marinistyczny.

Szczecin jest na pewno bardzo ładnym miastem i każdy kto go nie zna, a chce zrobić to za pomocą udziału w Półmaratonie, nie będzie żałował.

Czy biegnąc trasą Półmaratonu Szczecińskiego będę mieć szansę poznać te ładne części miasta?

Trasa jest tak skonstruowana, aby pokazać najbardziej atrakcyjne, można powiedzieć pocztówkowe oblicze Szczecina, z Wałami Chrobrego, Filharmonią czy Jasnymi Błoniami na czele. Warto dodać, że całkiem niedawno nasza Filharmonia została ogłoszona najpiękniejszym budynkiem w Europie. W drugiej części trasy pokazujemy zielone płuca miasta, jakimi jest nieodkryta do tej pory dla biegaczy dzielnica Pogodno.

Co powinienem widzieć o Szczecinie, jeśli w tym momencie nic o nim nie wiem i chciałbym przyjechać na półmaraton, aby poznać to miejsce nieco bliżej? 

Na początek kup sobie przewodnik Pascala (śmiech). Posłuchaj piosenek Łony. Słów kilka doda od siebie Kasia Nosowska, wokalistka zespołu Hej, a i tak nadal nie będziesz wiedział nic. Przyjedź, zobacz, przeżyj to sam! 

Gdzie trenujecie w Szczecinie?

W mieście jest wiele tras biegowych, ale kultowy jest Lasek Arkoński. Jest to świetne miejsce, gdzie można robić wszystkie rodzaje treningów począwszy od podbiegów, a skończywszy na klasycznych II i III zakresach. Bez wątpienia o miejsce spotkań środowiska biegowego w Szczecinie. Na Arkonce można też spotkać m.in. Jerzego Skarzyńskiego, ambasadora Szczecina i naszej imprezy, trenera, mentora, pozytywną duszę biegania. Trzeba mu oddać, że spośród wielu wybitnych maratończyków, jako jeden z nielicznych potrafił podzielić się swoją wiedzą odnośnie biegania i robi to w sposób bardzo przystępny w swoich książkach.

Czy trasa sprzyja szybkiemu bieganiu?

Trasa jest dość szybka, zwłaszcza w pierwszej części. Na pewno jest też niezwykle malownicza. Nasz bieg to świetne przetarcie przed jesiennymi maratonami.

Kiedy uznasz, że bieg okazał się sukcesem? 

Ludzie, którzy się w to zaangażowali, czują pasję i piękno biegania. Sztab organizacyjny to dość liczny zespół z Marcinem Paprockim i Magdaleną Kasprzak na czele. Wspólnie wychodzimy jednak z założenia, że nasza impreza to bieg dla biegaczy zorganizowany przez innych biegaczy. Relizując półmaraton, realizujemy tę imprezę tak, jakbyśmy organizowali ją dla siebie. Efekt końcowy naszej pracy powinien być taki, że sam, z zamkniętymi oczami chciałbym w takim biegu wystartować.

Jakie macie marzenia jako organizatorzy biorąc pod uwagę powiedzenie "sky is the limit”? 

W skrócie: 10.000 uczestników, goście z całej Europy, rozpoznawalność biegu na równi z największymi imprezami tego typu. 

Po co ścigać się na ilość uczestników?

Bo wielkość ma znaczenie. Jednak.

W jakim kontekście?

Na koniec roku podaje się statystyki odnośnie wydarzeń sportowych, w tym biegów. Nie ma sprawiedliwego rankingu, który bieg był najfajniejszy, a często fajne są te, w których wzięło udział np. 200 osób. Kameralne biegi mają klimat i duszę. Rankingi mówią natomiast głównie o liczbie uczestników, czy tych osób, które ukończyły bieg. Chcielibyśmy, aby Półmaraton był na podium. Na podium zarówno tym, które mówi o liczbie uczestników, ale i w tym rankingu, którego nie ma, czyli rankingu naszych odczuć. Tu też celujemy w złoto.


Zapisy. 

Dyskusja

CAPTCHA
To pytanie sprawdza czy jesteś człowiekiem i zapobiega wysyłaniu spamu.