Wczoraj na stadionie warszawskiego stadionu AWF odbyły się pierwsze mistrzostwa Polski w biegu na milę, czyli dokładnie 1609.34 metrów. Trzeba przyznać, że to dystans nietypowy, ale szczególnie popularny w krajach anglosaskich. Obecnie rozgrywa się go na niektórych mitingach i na próżno go szukać na imprezach mistrzowskich. Skąd pochodzą korzenie tego dystansu?

Z Anglii. To właśnie tam, szczególnie pod koniec XIX wieku Anglicy uwielbiali oglądać wyścigi lekkoatletyczne na bieżni, które wówczas były najpopularniejszym sportem. Na przykład w 1886 roku ponad 20000 osób zasiadło na stadionie, aby obejrzeć pojedynek popularnych wówczas milerów: George’a Waltera i Jack’a Whita. 

Przez wiele dekad wybitni biegacze z całego świata nie byli w stanie pokonać mentalnej bariery 4 minut — w końcu 6 maja 1954 roku odczarował ten wynik wówczas 25-letni Roger Bannister. Bannister przeciął wstęgę mety wpadając na metę z czasem dokładnie 3:59,4. Było to wydarzenie przełomowe ponieważ wierzono wtedy, że złamanie tej bariery jest niemożliwe. Wyczyn Bannistera został uznany przez Forebesa za największe indywidualne osiągnięcie sportowe w ostatnich 150 latach. Ciekawostką jest również fakt, że… kolce lekkoatletyczne, w których Roger Bannister dokonał tego wyczynu zostały sprzedane za astronomiczną kwotę prawie 230000 funtów na aukcji w Londynie w 2015 roku. 

Mistrzostwa Polski na milę po raz pierwszy

Liznęliśmy trochę światowej historii, to teraz czas na nasze polskie podwórko. Znany dziennikarz sportowy Tomasz Smokowski postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i zorganizował pierwsze Mistrzostwa Polski w biegu na milę pod patronatem PZLA. I już za to czapki z głów! Z mojej perspektywy brakuje nam, biegaczom amatorom imprez innych niż te uliczne na długich dystansach. Dlaczego? Najzwyczajniej w świecie dlatego, że regularne bieganie długich dystansów na ulicy nie jest najlepszym sposobem dbania o swoje ciało. Co więcej, dzisiejszy biegacz amator jest tak bardzo skupiony na „klepaniu kilometrów”, i startowaniu w maratonach, że przez monotonię treningową bieganie staje się dla niego receptą na poważną kontuzję. 


fot: Adrian Kwiatkowski | nadystansie.pl

Powodem, dla którego amatorzy biegają brzydko i niepoprawnie technicznie są m.in zaniedbania w ogólnym rozwoju, monotonia treningowa i… wolne bieganieBiegając przez większą część swoich treningów wolno, poruszamy się w tych samych, małych zakresach ruchów — a to na dłuższą metę zabija nasz aparat ruchu. Niegdyś, zanim ktokolwiek myślał o maratonie miał za sobą długie lata biegania średnich i długich dystansów na bieżni lekkoatletycznej. Taki „fundament” dawał solidne rezerwy szybkości i przede wszystkim kształtował motorykę biegacza, dzięki której później można było przetransformować potencjał z krótszych dystansów chociażby na półmaraton czy maraton. Zresztą wystarczy popatrzeć na technikę 99% biegaczy startujących w najpopularniejszych maratonach — technika biegu tych osób wygląda kolokwialnie i delikatnie mówiąc „brzydko”. Brakuje w tym wszystkim lekkości, gracji nie wspominając już o poprawnych wzorcach ruchu Ale! To trudny temat i… nie na teraz. Po prostu szkoda, że dziś większość osób zaczyna bieganie od przygotowań do maratonu, co nie jest najlepszą receptą na zdrowie, nie wspominając o technice. Z tych powodów będę zawsze ogromnym zwolennikiem biegania krótszych dystansów. Dzięki nim wydobywamy swój fizyczny potencjał i pielęgnujemy świadomość lekkoatletycznych korzeni biegania. 

1 mila organizacyjnie

Od samego początku zarówno komunikacyjnie jak i logistycznie — na najwyższym poziomie. Takiej oprawy marketingowej i medialnej można pozazdrościć. Co więcej Smokowskiemu udało się zgromadzić w jednym miejscu szereg wpływowych i znanych osób ze świata amatorskiego oraz zawodowego z Joanną Jóźwik, Marcinem Lewandowskim czy Sofią Ennauoi na czele. Poza tym na poziomie organizacji wszystko było dopięte na ostatnich guzik. 

Czego zatem zabrakło?

Kibiców — stadion świecił pustkami. A szkoda, bo dystans 4 okrążeń na stadionie ma niesamowity potencjał widowiskowy. Byłbym nierozsądny gdybym oczekiwał, że na pierwszej edycji pionierskiego biegu w Polsce zobaczymy trybuny wypchane po brzegi. Mimo wszystko hulające po stadionie pustki rozczarowały. Generalnym problemem lekkoatletyki jest jej popularność i słabnące zainteresowanie na całym świecie. Królowa sportu nie jest w najlepszej kondycji choć ostatnie mitingi Diamentowej Ligi dają nadzieję na poprawę w najbliższych latach. Myśląc o tym wszystkim najbardziej jest mi przykro, że brakuje na świecie takiego Steva Jobsa królowej sportu, który swoją wizją zaprzęgnąłby tłumy do oglądania zmagań lekkoatletów na żywo. Skoro miliony ludzi na świecie oglądają transmisje z formuły pierwszej czy kolarstwa, to w czym gorsze jest bieganie na krótkich i średnich dystansach? Stawiam znak zapytania i zachęcam do refleksji choć nie uważam, że popularność lekkoatletyki jakkolwiek zmieni nasz świat na lepsze;)


Mistrzami Polski zostali Wojciech Karwowski z Łukowa z czasem (4:34.54) i Agnieszka Kwiatkowska (5:40.72). Wynik Agnieszki cieszy mnie szczególnie ponieważ od ponad 3 miesięcy układam Agnieszce plan treningowy, szumnie nazywając się jej trenerem. Nasza współpraca jest dla mnie wyjątkowa ze względu na podejście Agnieszki do treningów, a te pod każdym względem jest wzorowe! (fot: Adrian Kwiatkowski, nadystansie.pl)


Czego jeszcze brakowało mi wczoraj? Tego, czego brakuje mi na wszystkich imprezach biegowych w Polsce — integracji. Być może wynika to z faktu, że jestem już znudzony startowaniem w zawodach biegowych i szukam tego czegoś, co na nowo porwie moją duszę. 

Bo schematyczność na dłuższą metę zabija. 

Przychodzisz. Odbierasz pakiet. Rozgrzewasz się. Startujesz, rywalizujesz, osiągasz metę. Bierzesz medal, idziesz do depozytu, strzelasz fotę, idziesz coś jeść, a po zjedzeniu można się zwijać, bo w sumie nudy. Gdzieś w międzyczasie spotkasz znajomych, kojarzysz wiele osób z widzenia, ale na tym kończy się integracja biegaczy. Zazwyczaj „mamy czas” wyłącznie na przywitanie się lub lakoniczną wymianę zdań. Chapeu Bas dla organizatora za ściągnięcie na imprezę takich tuzów jak chociażby Marcin Lewandowski. Świetnie jest zobaczyć jednego z najlepszych biegaczy na świecie, szkoda tylko, że potencjał obecności takiej osoby zostaje sprowadzony do zrobienia sobie zdjęcia. Oczywiście kto chciał, mógł porozmawiać sobie z mistrzem, zaczepiając go gdzieś po drodze, ale... na ten gest zdobyło się niewielu.

Życzyłbym sobie, aby środowisko biegaczy, a szczególnie kultura naszej dyscypliny była czymś więcej niż tylko rozmawianiem o rekordach życiowych i wrzuceniem fotki na instagrama tuż po biegu. Brakuje mi w naszej kulturze dialogu, integracji i czegoś PONAD wystartowaniem i zaliczeniem kolejnej imprezy. 


Chciałem opisać swój start, i w ogóle wiecie, napisać jak mi poszło, ale stwierdziłem, że to zdjęcie wyczerpuje temat i bardzo dobrze opisuje mój bieg.

Czytając moją relacje można odnieść wrażenie, że narzekam i generalizuje, nie podając pomysłów na rozwiązanie tej sytuacji (klasyk) — i to prawda. Pozwoliłem sobie na taki wydźwięk, aby zachęcić do refleksji. Nie ukrywam również, że bieganie w postaci startowania w zawodach najzwyczajniej mi się już przejadło. Odkąd nie zażynam się na treningach, bo nie zależy mi już więcej na wynikach, moje podejście do biegania jest delikatnie mówiąc mocno niepopularne. Uważam, że jako ludzie jesteśmy stworzeni do wspólnego spędzania czasu, wzajemnego inspirowania się i uczenia się poprzez zabawę — tego brakuje w bieganiu, a powtarzana przez kilka lat schematyczność pt. „lewa, prawa” nie rozwija naszego ludzkiego potencjału. Uwielbiam pomidorową i mógłbym ją jeść na śniadanie, obiad i kolacje, jednak jedzenie jej w kółko przez 5 lat z rzędu z pewnością nie wpisuje sięw ramy dobrze zbilansowanego sposobu żywienia. 

Dzisiejsze bieganie uprawiane masowo jeszcze bardziej nas izoluje i wrzuca nas w ramy świat rywalizacji, w którym to nadrzędnym celem jest walka z liczbami. Absolutnie nie widzę w tym nic złego, pod warunkiem, że poza liczbami jest coś więcej i nie traktujemy tej zabawy w kategoriach czegoś śmiertelnie poważnego. 

Tyle ode mnie na dziś.

Biegajcie zdrów! 

A organizatorom dziękuję za kawał dobrej roboty!

Życzę konsekwencji. 

Mateusz Jasiński 

Dyskusja

Wysyłając dane z tego formularza akceptujesz politykę prywatności Mollom.