Opowiem Wam dość krótką historię, okej? Zacząłem biegać na początku września ubiegłego roku, po stwierdzeniu u siebie zerowej jak na osobę wysportowaną wytrzymałości. Zaczęło się bardzo przyjemnie, myślałem mój romans z bieganiem zamieni się w stały związek. Spodobały mi się wschody słońca przesłonięte poranną, niedzielną mgiełką. Poprawiło mi się samopoczucie, zacząłem biegać odrobinę szybciej i z większym luzem. Zapisałem się w końcu na bieg na 5km, ustaliłem swoje biegowe cele, dążyłem do wyznaczonych celów. Co ważne - zawsze robiłem rozgrzewkę, rozciąganie dynamiczne przed bieganiem oraz statyczne po treningu. Biegałem też tempem które uważałem za odpowiednie, nigdy nie biegłem na siłę jedynie po to, bym mógł sobie wpisać lepszy czas kosztem swojego zdrowia. Dawno kupione buty do biegania stały się moimi ulubionymi - innymi słowy moja pasja kwitła. Najzwyczajniej na świecie bieganie stało się moim hobby. Zniszczyłem to wszystko kilkoma całkowicie nieodpowiedzialnymi decyzjami. Chciałbym się Wami z nimi podzielić i dać Wam kilka rad, gdyż nawet jeśli uznacie je za oczywiste, to warto sobie o nich przypominać, by w odpowiednim momencie podjąć stosunkowo szybko dobre decyzje.

WYKONUJ ROZGRZEWKĘ PRZED BIEGANIEM I ROZCIĄGAJ SIĘ - ZAWSZE

Wiecie, macie to prawdopodobnie za banał i ja również miałem aż do października ubiegłego roku. Spóźniłem się na WF, graliśmy wtedy w siatkówkę. Po co była mi porządna rozgrzewka nóg, skoro to rękoma odbija się piłkę? Wystarczy potruchtać przez pół minuty, pomachać nogą na boki i gotowe! Nie wziąłem jedynie pod uwagę skracania dystansu do piłki, czyli w moim przypadku nieumiejętnego wysunięcia prawej nogi w przód. Skończyło się to niekoniecznie pożądaną w tamtym momencie wiedzą, że prawie umiem byłem zdolny zrobić szpagat. Koniec końców okazało się to naderwaniem drugiego stopnia mięśnia dwugłowego uda. Nie lekceważcie rozgrzewki przy sportach, które stosunkowo nie używają w znacznym stopniu pewnej partii mięśni. Nie bądźcie też niecierpliwi - poczekajcie kilka minut i zróbcie w tym czasie dokładną rozgrzewkę zamiast od razu wchodzić na boisko. Nie myślcie o tym jako o stracie kilku minut gry - ja tak pomyślałem i straciłem kilka miesięcy. Nie warto, uwierzcie mi na słowo. Niech to będzie jedna z rzeczy, których nie musicie sprawdzać osobiście. Po prostu przygotujcie zawsze do wysiłku WSZYSTKIE mięśnie, wyjdzie Wam to na dobre ;)

2: NIE ZASTANAWIAJ SIĘ DŁUGO - IDŹ DO LEKARZA

Po moim smutnym incydencie noga nie bolała mnie jakoś bardzo mocno. Był to umiarkowany ból, dałem mięśniom uda kilka dni na odpoczynek i poszedłem się przebiec. Nie był to idealny pomysł, zaczęło boleć po kilkudziesięciu metrach. I tu popełniłem ogromny błąd, zamiast od razu udać się do lekarza postanowiłem poczekać jeszcze tydzień, który oczywiście nic nie zmienił. Teraz gdy o tym myślę czuję się jak totalny idiota. Jaki miałem problem jeszcze trochę poczekać, a w międzyczasie udać się do doktora? Nie zwlekajcie z takimi rzeczami, bo im później zdiagnozujecie problem tym ciężej będzie go wyleczyć lub zajmie to więcej czasu. Doktorzy nie gryzą i naprawdę chcą pomóc, tylko dajmy sobie pomóc i udajmy się do nich bez zbędnego zwlekania.

3. U DOKTORA BAW SIĘ ZAWSZE W „100 pytań do…”

Siedząc wreszcie w gabinecie lekarza pierwszego kontaktu dowiedziałem się, że jest to naderwanie albo naciągnięcie. Krótko mówiąc - dostałem na tydzień leki przeciwzapalne, zalecenie „dłuższej przerwy od wysiłku fizycznego” a potem spokojny powrót do ćwiczeń. W tym całym swoim nieogarnięciu nie zadałem najważniejszych pytań - czym jest „dłuższa przerwa” oraz „powolne wracanie do ćwiczeń”. Okazało się, że chęć potruchtania po trzech tygodniach nie była zamysłem doktora, który miał na myśli raczej dwa miesiące wolnego, po czym lekką aktywność na basenie. Zmarnowałem prawie miesiąc czekania poprzez niezadanie dwóch krótkich pytań. Co najśmieszniejsze mogłem potem równie dobrze zadzwonić i naprawić swój błąd i prawdopodobnie nie byłoby problemu. Nie bądźcie tacy nieodpowiedzialni, bardzo Was proszę! Przyszykujcie sobie sporą listę pytań i zadajcie je wszystkie, nawet jeśli lekarz będzie się krzywo na was patrzył. Zazwyczaj nie jesteśmy najmądrzejsi w każdej dziedzinie, więc postarajmy się nie opierać wyłącznie na naszych domysłach, tylko dajmy wykazać się wykwalifikowanym specjalistom.

Polecam Wam jeszcze wizytę u fizjoterapeuty. Osobiście wylądowałem koniec końców u jednego z nich i jestem bardzo zadowolony, bo teraz wszystko zmierza w dobrym kierunku. W dodatku oprócz „naprawiania” mojej nogi dostałem ćwiczenia na to, bym się nie garbił, masę porad odnośnie rozciągania, a fizjo przy okazji skorygował moje złe nawyki przy wykonywaniu niektórych ćwiczeń. Pewnie macie to wszystko regularnie jeśli ćwiczycie z trenerem, ale osobiście czuję, że przy okazji urazu nogi i odwiedzeniu fizjoterapeuty zyskam sporo w innych dziedzinach. Może i Wy powinniście rozważyć podobną propozycję? Dbajcie o swoje zdrowie, bo macie tylko jedno i postarajcie się nie popsuć go na własne życzenie. Wywołuje to wielką frustrację, przez ostatnie miesiące denerwowałem się na siebie i swoją nogę wiele razy dziennie, a mogłem tego uniknąć. Trzymajcie się pewnych zasad, przygotowujcie się do biegu, nie bójcie się lekarzy i pamiętajcie - nie ma głupich pytań, są tylko niedoskonałe umysły.

Rada na walentynki: Zdrówko masz jedno - traktuj je jak swojego partnera ;) Jeśli jesteś sam to wspaniale, już nie jesteś! A jeśli masz już kogoś, to odrzuć stereotypy i wiedz, że w tym wypadku poligamia jest jak najbardziej pożądana ;)

Kuba Gawart

Dyskusja

CAPTCHA
To pytanie sprawdza czy jesteś człowiekiem i zapobiega wysyłaniu spamu.