„Jesteś silna, nawet bardzo, tylko nie zdajesz sobie z tego sprawy - dasz radę” - te słowa powtarzałam sobie na 37 kilometrze maratonu w Barcelonie. Tuż po nich przychodziły inne - po co się tak męczę, nic nikomu nie muszę udowadniać, mam udane życie prywatne, własny biznes, jestem zdrowa, po cholerę mi to całe bieganie. Myśli... one biegną szybko, szybciej niż moje nogi. No ale poddać się nie mogę, bo co napiszę później Trenerowi... że nie dałam rady, że jestem słaba? I się poddałam? To jeszcze bardziej bez sensu. Trzeba biec dalej. I tak też zrobiłam. Noga za nogą i do przodu… Po prostu.

 

Zacznijmy od początku. Rejestracja na maraton w Barcelonie, potem szukanie lotu i hotelu, kilka miesięcy przygotowań. Będzie dobrze. Lubię Hiszpanię. Z treningami zawsze jest tak, że coś nieoczekiwanie wypada. Przynajmniej tak jest z moimi. Tu coś wyskoczy, to coś zaskoczy, raz choroba, raz kontuzja, raz wybranie snowboardu zamiast biegania. Bo w końcu nie samym bieganiem człowiek żyje. Do maratonu zostały dwa tygodnie wiedziałam, że nie jestem na niego w pełni gotowa, no ale cóż. Zmieniłam priorytet, obrałam nowy cel – wystartować ukończyć (albo i nie:)) mieć dużo zabawy i fantastycznych wspomnień.

Dzień przed maratonem podreptałam po numer startowy. Dziwnie to zorganizowali. Najpierw odbierasz kopertę w której jest twój numer, chip do buta i mapka trasy. Następnie łamanym angielskim skierowano mnie po koszulkę, a później pokazano mi gdzie mam iść po plecak. Nie ukrywam, że po maratonie w Rzymie byłam nieco rozczarowana pakietem startowym, ale stwierdziłam, że co kraj to obyczaj, a standardy wszędzie są inne. Barcelona maraton to pierwszy maraton, przed którym się nie stresowałam, co wydało mi się dość dziwne.  Mózg wiedział, że nie jestem w 100% przygotowana więc być może to był powód takiego stanu rzeczy, tak czy inaczej cel był jasny: dobrze się bawić.

„Hello, Agata Zurich Marato de Barcelona. Forecast for tomorrow: Temperature at 8:30  will be 9 and 13 at 12:00, sunny day. Enjoy the race and good luck”. Takiej treści SMS otrzymałam chwilę po opuszczeniu Expo i pomyślałam ze to miłe zaskoczenie. Niemal  wszystkie prognozy, które przeglądałam przed wyjazdem do Hiszpanii wróżyły deszcz. 

Rano bagietka z nutellą i ruszamy na start. Dużo ludzi, dużo pozytywnej energii. Zaskoczyła mnie organizacja. Grupy startowe oddzielone od siebie taśmami, bardzo szeroka droga, głośna i skoczna muzyka, 5 czy 6 peacemaker-ów w każdej grupie, a do tego piękne słonko i uśmiechnięci Hiszpanie. Trasa biegu była bardzo atrakcyjna pod względem widokowym. Zaczynasz na placu Hiszpańskim przy słynnych grających fontannach i muzeum narodowym (Museu Nacional d`Art. De Catalunya). Następnie wybiegamy z linii startu wprost na odrestaurowana arenę walki byków i dalej w stronę Camp Nou. Wszyscy zadowoleni i radośni. Na piątym kilometrze pierwsza stacja z wodą, dużo wolontariuszy dużo stołów i stoły rozstawione po obu stronach trasy, co oznacza tylko tyle: zero korków i wpadania na siebie.

Kolejne piękne widoki na trasie to nieprawdopodobne domy według projektu Gaudiego. Trasa w całości jest wypełniona kibicami. Dokładnie 51 stacji z animacjami takimi jak bębniarze, orkiestry dęte, grupy aerobikowe, grupy na rowerach spinningowych... istne szaleństwo. Stoły z jedzeniem zastawione jak u cioci na imieninach, banany, pomarańcze, mieszanka studencką (orzechy z rodzynkami). Na szesnastym kilometrze zadzierasz głowę do góry i widzisz skąpaną w słońcu Sagrade Familie - kolejne dzieło Gaudiego i symbol Barcelony. Widok jest tak niesamowity, że  ludzie zwalniają żeby nacieszyć oczy. Na 18 km jest ciekawie i nieciekawie w tym samym momencie. Widzisz tablicę z oznaczeniem osiemnastego kilometra, a zaraz za nią widać dwudziesty drugi kilometr. 22 kilometr niestety nie jest dla mnie, tylko dla biegaczy którzy biegną z na przeciwka. To dawało mi dużo motywacji i sił - nie ma to jak zbijanie sobie piątek i wymiana życzliwych uśmiechów między tymi, którzy biegną szybciej. Warto dodać, że wraz ze mną biegło ponad 20000 biegaczy z całego świata. Na 28 km wyłania się przede mną Torre Aybar - nowoczesny budynek o dziwnym futurystycznym kształcie. Pamiętam z mapki że był blisko mety, ale to tylko złudzenie. Na mapie wszystko jest blisko, a do mety jeszcze 14km. Tu nadal czuje się dobrze pełna energii i uśmiechu pochłaniam swój żel energetyczny. Teraz czuje ze dam rade i bez problemów zakończę bieg, może nawet zrobię dobry wynik.

Jednak nie... Na 36 kilometrze złapała kryzys, nogi ciężkie jak z ołowiu mózg mówi koniec, ciało chyba też chce się poddać. Mój partner, który znosi cierpliwie moje hobby wyłania się z tłumu i zaczyna krzyczeć i biec obok „dasz rade, już nie daleko, nie poddawaj się, nie możesz teraz”, ale ja chyba mam dość. Już nie chcę więcej. On na to, że to tylko złudzenie i że mogę więcej niż myślę i że widzimy się na macie. Nie pozostało mi nic innego jak biec dalej. Biegnę albo raczej próbuje biec. Biorę zakręt widzę plaże i morze. Kibice krzyczą moje imię, co daje mi dodatkową moc. Na horyzoncie Torres Mapfe. Teraz wiem ze jestem blisko i dam radę. Kibice wszędzie krzyczą, wiwatują wspierają jak mogą, młodsi i starsi. Teraz jeszcze tylko Arc de Triomf (łuk triumfalny), plac kataloński i pomnik Kolumba. Kolumb pokazuje kierunek, ale nie jest to kierunek na metę. Nikt jednak nie zwraca na niego uwagi, bo każdy widzi tablice z napisem 40 kilometrów, czyli... już niemal koniec. Radość, łzy, uśmiechy i rozczarowanie, to wszystko można było zobaczyć na ostatnich kilkuset metrach. Medal, worek, banan, woda ktoś jeszcze podaje pomarańcze, myślę musze się rozciągnąć żeby nie cierpieć zbyt mocno. Leże na ziemi i nagle WOW!!! Przebiegłam życiu i się nie poddałam. DUMA

Podreptaliśmy w stronę hotelu, ale po drodze naszła mnie ochota na piwo (choć prawie w ogóle go nie piję). Usiedliśmy w kawiarni zamówiłam dwa piwa i tapas Vermut. Kawiarenka była blisko trasy więc kibicowaliśmy wszystkim tym którzy jeszcze biegli – to było niesamowite, ta siła, ta walka do końca...pomimo ogromnego zmęczenia.

Reasumując to był cudowny dzień i najlepszy maraton w jakim biegam – MOC!       

Agata Mazurkiewicz

Dyskusja

CAPTCHA
To pytanie sprawdza czy jesteś człowiekiem i zapobiega wysyłaniu spamu.