Buty Reebok FloatRide miałem okazje przetestować na spotkaniu Reebok Run Crew, na którym wraz z innymi uczestnikami usłyszeliśmy o ich właściwościach, wśród których moją uwagę przyciągnęła ich bardzo niewielka waga  198-233 g dla rozmiarów 40-43. Czyni to but nadającym się do szybkiego biegania na zawodach, a obecność amortyzacji zapewnia komfort na asfaltowej nawierzchni. Oprócz tego, wiadomo, było sporo pochwał, ale to do mnie nigdy nie trafia - wolę sam się przekonać jak mi się biega w butach, a nie słuchac jak komuś się biega.

 

 

Podczas treningu z ekipą Reebok, nasza prowadząca zapytała mnie co sądzę o butach i jedyne co mogłem odpowiedzieć, że w ogóle o nich nie myślę ;) Bo tak naprawdę, mimo, że założyłem nowe buty, prosto z pudełka, czułem się w nich tak, jak by były dopasowane do mojej stopy i już „wybiegane”.  Dzieje się tak za sprawą budowy buta, który właściwie składa się z podeszwy i wytrzymałej skarpety obejmującej nogę - to tzw. cholewka Ultraknit. Żadnych szwów, które w innych modelach butów biegowych potrafiły powodować u mnie obtarcia i pęcherze, żadnych zbędnych elementów.  Stopa w takiej skarpecie oczywiście podczas biegu długo by się nie utrzymała, ale łączy ją z podeszwą zewnętrzny szkielet z tworzywa sztucznego, który nie ma bezpośredniego kontaktu ze skórą i służy też do zasznurowania butów. Jeśli chodzi o sznurowanie to mamy tu tylko 3 otwory po każdej stronie – to bardzo mało, zazwyczaj jest 6. Dzięki temu czujemy się w butach naprawdę swobodnie. Dodatkowo piętę okala bardzo miła w dotyku pianka co dodatkowo zapewnia komfort przy najważniejszym dla biegacza ścięgnie achillesa.

 

 

Recenzji butów nie lubię pisać od razu po ich zakupie. Co wtedy można powiedzieć? Że ładnie wyglądają? To sprawa drugorzędna dla mnie i pewnie też dla wielu biegaczy.  Dla mnie liczy się to, czy da się w nich biegać długo, szybko, po różnej nawierzchni. Recenzja ta powstała po przebiegnięciu około 300 km, czyli coś już można o butach powiedzieć.  Przede wszystkim oprócz przybrudzenia nie ma śladów uszkodzeń, a ja się butami nie cackam. To moje narzędzie treningowe i przeżyły już trochę piachu, błota, asfaltu, szutru itp. Od razu na drugi dzień po ich otrzymaniu zrobiłem trening 10 km w drugim zakresie, czyli całkiem długi bieg na dość wysokiej intensywności. Gdyby buty miały mnie obcierać, to na tym treningu by to wyszło. Nic takiego się nie stało. Trening wykonany bez problemów. W butach zdążyłem już 2 razy poprawić życiówkę na 5 km po asfalcie (do 18:16) i w półmaratonie, również po asfalcie i kostce brukowej (do 1:26:48). Mogę zatem łączyć je z miłymi wspomnieniami i na pewno polecam. Tak naprawdę prawdopodobnie dopiszę jeszcze kiedyś do tej recenzji to ile buty przeżyły, czyli ile kilometrów byłem w stanie w nich zrobić bez istotnego zużycia. Ale mam nadzieję, że nie stanie się to szybko, bo podoba mi się bieganie w nich.

Dyskusja

Wysyłając dane z tego formularza akceptujesz politykę prywatności Mollom.