Niewiele osób wkręca się w bieganie z mocnym postanowieniem wystartowania w jakichś zawodach. Zazwyczaj jest tak, że zaczynamy biegać dla siebie, ze znajomymi dla towarzystwa. Po jakimś czasie, gdy endorfiny z biegania dają coraz większą frajdę, chcemy dodać do nich odrobinę adrenaliny. I wpadamy na pomysł wystartowania w jakimś zorganizowanym biegu, zdobycia medalu, może ustanowienia jakiejś życiówki albo nawet pokonaniu przeciwników. To bardzo dobry pomysł, który może przenieść nasze bieganie na zupełnie nowy poziom. Niemniej warto do takiego biegu odpowiednio się przygotować, także mentalnie. Głównie po to, aby start w zawodach nie zamienił frajdy we frustrację.

Dobre przeżycie zawodów zaczyna się na wiele tygodni przed nimi samymi. Oczywiście mowa o treningach, które zawsze dostosowujemy do dystansu, na jakim chcemy się zmierzyć. O tym jakie dystanse biegać w ramach przygotowań, jak często i przez jaki okres, można przeczytać w rozlicznych książkach lub artykułach, a przede wszystkim na Trenerze Biegania. Także każdy trener, o ile korzystamy z usług takiego specjalisty, będzie w stanie ustalić nam odpowiedni plan treningowy. Niemniej nie można pominąć tego elementu, ponieważ startowanie bez zaplanowanego treningu to proszenie się o kłopoty. Dobrze, jeśli skończy się tylko na niepotrzebnym zmęczeniu, ale można też nabawić się groźnej kontuzji.

Jeśli sami dobieramy sobie schemat treningów, warto dobrze go przemyśleć. Zobaczyć, jak rozłożone są poszczególne dni biegania oraz jak to wpasowuje się w nasz kalendarz. W dzisiejszym świecie nierzadko mamy zaplanowane pewne zdarzenia z dużym wyprzedzeniem i jesteśmy w stanie stwierdzić, czy damy radę wykonać dany trening. Podchodźmy do tego realnie - czy po imieninach cioci będziemy w stanie pójść pobiegać? Czy faktycznie będziemy biegać podczas urlopu? Czy nasz plan zakłada pewną elastyczność? Wybierzmy taki trening, którego będziemy mogli się trzymać, bo nie da się go zmienić w trakcie na inny. A odpuszczenie sobie na jakiś czas - to wybicie się z rytmu i spadek kondycji, którą później trudno będzie odbudować.

Trening służy nie tylko zbudowaniu odpowiedniej kondycji, ale także przetestowaniu butów, bielizny, koszulki. Co ważne, nie ma sensu odkładanie tych testów na ostatnią chwilę. Warto móc sprawdzić ubranie w różnych warunkach pogodowych, jak też pozwolić sobie na dopasowanie się ciała do ubrania - o ile planujemy biec w czymś nowym. Organizatorzy biegów nierzadko w pakietach startowych dają koszulki przygotowane na konkretne zawody. Czasem są to nawet stroje bardzo dobrej jakości. Niemniej o ile nie znamy konkretnego modelu, to nie warto ryzykować startowania w czymś obcym. Podczas biegu wszystko rusza się razem z nami. Niedopasowanie lub szew w nieodpowiednim miejscu może skutkować na przykład bolesnymi otarciami.

Im bliżej zawodów, tym nasze treningi stają się - paradoksalnie - krótsze. To ważne, aby pozwolić ciału odpocząć przed wielkim dniem. Szkoda byłoby stanąć na starcie śmiertelnie zmęczonym. Cały proces spowalniania przed zawodami, aby zbudować lepszą formę to tak zwany tapering. W zależności od dystansu, na jaki mamy chrapkę, może on trwać od tygodnia do nawet trzech, w myśl zasady - im dalej chcemy pobiec, tym dłużej musimy przed biegiem odpocząć. Wbrew pozorom to może być trudniejsze, niż się wydaje, ponieważ nasza psychika będzie chciała biegać więcej i więcej, niecierpliwie czekając na dzień zawodów. Serce się wyrywa do biegu, ale trzeba je poskromić, bo inaczej nie odbudujemy rezerw energetycznych po długim planie treningowym.

Na dzień przed biegiem, o ile trzymaliśmy się planu treningowego, nasze ciało jest już gotowe na przebiegnięcie zakładanego dystansu. I nie ma sensu bardziej go przygotowywać, należy natomiast zadbać, aby go nie uszkodzić. A najłatwiej dzień przed biegiem możn zrobić sobie krzywdę talerzem, a dokładnie tym, co się na nim znajduje. Zafascynowani opowieściami doświadczonych biegaczy możemy chcieć dostarczyć sobie energii jedząc talerz makaronu albo też zapragniemy nagrodzić się za trud treningów jakąś wykwintną potrawą. Nic bardziej niewłaściwego zrobić nie możemy. Zamiast tego zjedzmy normalny posiłek, najlepiej zgodny z naszym treningiem. Koniecznie warto przygotować sobie strój, dokumenty i wszystko to, co zamierzamy zabrać następnego dnia. Kładziemy się do łóżka odpowiednio wcześnie - żeby zarówno odpocząć, jak i zapobiec zaspaniu w wielkim dniu.

W dniu zawodów przyjeżdżamy na miejsce odpowiednio wcześniej - aby zobaczyć gdzie jest start, szatnie, odebrać pakiet startowy, jeśli nie zrobiliśmy tego dzień wcześniej. Nie zapominajmy, że musimy też wygospodarować czas na porządną rozgrzewkę - aby na starcie stanąć rozgrzanym odpowiednimi ćwiczeniami, a nie zgrzanym pędzeniem na ostatnią chwilę. Na starcie ustawmy się w strefie przeznaczonej dla czasu, jaki chcemy osiągnąć - o ile takie strefy są wyznaczone. Jeśli nie, podejdźmy realnie do swoich szans. Jeśli to nasz pierwszy bieg na tym dystansie na zawodach i nie zakładamy bicia rekordu trasy, ustawianie się w pierwszej linii nie ma sensu. Poza tym stawanie za blisko startu jest niekulturalne, ponieważ w ten sposób utrudniamy bieg tym, którzy mogą chcieć powalczyć o dobry czas. Zamiast walczyć z trasą i sobą, będa musieli nas omijać.

Po ustawieniu się w odpowiedniej strefie pozostaje już tylko poczuć w żyłach adrenalinę, uśmiechnąć się do biegaczy wokół i czekać na sygnał startowy. A gdy się rozlegnie, ruszyć - ale mądrze. Najgorsze, co można zrobić, to wystartować z pełną mocą. Z dwóch powodów. Po pierwsze - na starcie jest tłok, a przed nami jest masa ludzi. Jeśli wystartujemy tak szybko, żeby ich wyprzedzać, będziemy ich roztrącać lub też sami zmusimy się do zwalniania co chwilę i biegania slalomem. Jest to męczące, ryzykowne i niegrzeczne. Po drugie zaś, wykorzystując na samym początku tak intensywnie zgromadzony zapas energii ryzykujemy, że zabraknie go nam w dalszej części biegu. Zazwyczaj przed przyjściem na zawody - i to nierzadko z dużym wyprzedzeniem - zakładamy pewne tempo, z jakim będziemy biec. Trzymajmy się go, choćby nogi rwały się do przodu. Dopiero po połowie dystansu, jeśli mamy w sobie jeszcze masę energii, to można przyspieszyć.

Ale należy mieć się na baczności - to może być złudzenie, wywołane buzującą w nas adrenaliną. A to z kolei niesie ryzyko “wyłączenia zasilania” tuż przed metą. Z drugiej strony nie ma sensu biegać zbyt zachowawczo. Nikt nie zna naszego organizmu lepiej od nas i to my sami musimy zdecydować, czy możemy sobie pozwolić na wrzucenie wyższego biegu. Do podjęcia tej decyzji także przygotowywał nas plan treningowy, więc wystarczy wsłuchać się w swoje ciało i pobiec tak, jak nam ono podpowiada. Grunt to nie pozwolić sobie na zwolnienie w drugiej połowie biegu, bo to najprostsza droga do słabego wyniku. Nie ma też zazwyczaj sensu zrywanie się do sprintu tylko po to, żeby za chwilę odpocząć. O ile nie robiliśmy takich eksperymentów na treningu, podczas zawodach trzymamy się wyznaczonego tempa i pozwalamy, aby wykonało za nas robotę.

Czas mija, kolejne kilometry w nogach i nagle przed oczami ukazuje się meta. Ostatnia prosta to też miejsce, gdzie warto trzymać się pewnych zasad. Tu już nie ma sensu oszczędzanie sił. Jeśli mamy w sobie energię, wykorzystajmy ją do samego końca. O ile nasze zdrowie nam na to pozwala i nie złapiemy wrednej kontuzji tuż przed linią końcową, to ostatnia prosta jest tym miejscem, w którym biegniemy, jakby jutro nie istniało. Wykorzystujemy w tym celu nie tylko całą siłę mięśni, ale także umysłu. I najważniejsze - zwalniamy dopiero za metą, nie przed. Logiczne, ale wielu początkujących biegaczy wytraca prędkość tuż przed końcem.

Ale nie zachowujemy się jak biegowe zombie. Pamiętajmy, że na ostatniej prostej rzadko jesteśmy sami. Nie roztrącajmy ludzi biegnących przed nami, zróbmy miejsce tym, którzy w tym momencie będą nas wyprzedzać. Po przekroczeniu mety, o ile organizator dobrze przygotował tę strefę, nie zatrzymujmy się bez sensu, aby złapać oddech lub wzorem olimpijczyków położyć się na ziemi. W ten sposób ryzykujemy, że ktoś na nas wpadnie, albo że przeszkodzimy komuś w dobrym przekroczeniu mety. Usuńmy się na bok i zamiast widowiskowego pokazywania zmęczenia lepiej spokojnym spacerem przejdźmy dalej, do punktu zwrotu czipów albo odbioru medali.

Najważniejsze, o czym musimy pamiętać - przed i po biegu, a także mieć tego świadomość w trakcie - to to, że nieważne jak dobrze się przygotujemy się do biegu, tak jak w każdym sporcie ktoś może być od nas lepszy i przegramy. Nie ma co się tym przejmować, takie jest życie. Daliśmy z siebie wszystko i to jest najważniejsze. Załamywanie rąk nad porażką nic nie da - lepsze jest planowanie tego, jak następnym razem osiągnąć sukces. A jeśli udało się i zrealizowaliśmy cel, to wcale nie czyni nas to wyjątkowymi. Do współbiegaczy, którzy nie osiągnęli tego, co zakładali, podchodźmy z szacunkiem i wsparciem, a nie z wyższością.
Co potem? Warto się porozciągać, tak jak to robiliśmy po treningach. Przebieramy się w czyste i - co najważniejsze - suche ubrania, zdejmujemy buty i dbamy o swój żołądek. Coś sycącego, ale łagodnego dla naszego organizmu będzie doskonałe. Stąd tak wiele biegów oferuje zawodnikom posiłek regeneracyjny w postaci zupy. Na wszelkie cięższe potrawy nasze zmęczone ciało może zareagować zbyt gwałtownie.  A potem to już zasłużony odpoczynek - oczywiście też z głową i według pewnych zasad, żeby nie zmarnować tego wszystkiego, co udało się wypracować. A najlepiej odpoczywa się, planując kolejny start w zawodach. Lepiej aby ten pierwszy medal nie czuł się samotny, prawda?

Dyskusja

Wysyłając dane z tego formularza akceptujesz politykę prywatności Mollom.