W tamtym roku mieszkałem w Warszawie. Konkretnie na Żoliborzu. Dziwiło mnie, że nie mam ochoty na bieganie jesienno-zimową porą. Wydawało mi się, że to chwilowy spadek motywacji lub zniżka formy. Wtedy jeszcze nie rozumiałem tego procesu, dziś dochodzę do wniosku, że ówczesny brak motywacji był po prostu podświadomym mechanizmem obronnym mojego organizmu. Przed czym? Przed truciem swojego organizmu…

16 listopada 2017. Wychodzę późnym wieczorem na spacer po warszawskiej Woli. Mam ochotę przewietrzyć głowę i po prostu rozruszać ciało. Po kilku minutach od momentu wyjścia z pomieszczenia, zaczyna mnie boleć głowa, chce mi się wymiotować, a w ustach czuję dziwny, jakby metaliczny posmak. 

Pekiński krajobraz moją polską codziennością

Ból głowy utrzymał się aż do późnej nocy, a myśli dzisiejszej rzeczywistości nie dawały mi spokoju. Nie łudzę się już więcej — problem smogu nie jest już wydmuszką medialną tylko realną, eskalującą tragedią naszych czasów. Dokładając do tego regularną wycinkę drzew i ogólną dewastację środowiska, chce mi się płakać z bezsilności. Jeszcze parę lat temu nigdy bym się nie spodziewał, że sceny pekińskiego krajobrazu i chodzenie w masce będą i moją codziennością. 

Niszczymy swój dom, którym jest planeta ziemia. Niedługo naprawdę nie będzie czego ratować. Nie chcę popadać katastroficzny fatalizm, ale jest wielkie prawdopodobieństwo, że jeśli chcę zadbać o zdrowie swoich dzieci to będę musiał zmienić kraj zamieszkania. 

Nie o tym jednak… wiele osób pyta mnie czy biegać w takich warunkach. Zapytania dostaje od wielu biegaczy w całym kraju, bo problem nie dotyczy już tylko Śląska. Z mojej perspektywy odpowiedź jest absolutnie jednoznaczna:

NIE BIEGAĆ.

I pisze to człowiek zakochany w bieganiu, jeden z największych zwolenników tej dyscypliny w Polsce. Myślę, że każdy człowiek ma swój własny instynkt samozachowawczy — jedni czują go bardziej, drudzy mniej. Ja od zawsze byłem zwolennikiem czucia swojego ciała i słuchania się siebie, a nie… badań naukowych, doniesień ekspertów czy mądrych książek. 

Kategoryczne NIE dla biegania w mieście 

Mówię kategoryczne NIE dla biegania w mieście w takich warunkach, tym bardziej, że biegacz wdycha średnio od 15 do nawet 20 razy więcej powietrza niż spacerowicz. Poza tym biegając wdychamy powietrze ustami, tracąc w ten sposób możliwość naturalnego filtrowania powietrza przez nos.  Co na to osoby spoza świata biegania? W procesie szukania odpowiednich materiałów trafiłem na bardzo wartościowy tekst lekarza dr Pawła Jarosza prowadzącego bloga niezdrowybiznes.pl. Przeczytajcie całość u źródła. 

Pisząc tekst wziąłem pod uwagę moje lekarskie doświadczenie. Tygodniowo przyjmuję około 100 pacjentów. W ciągu obecnego sezonu jesienno-zimowego zdecydowanie ponad 80 % wizyt to infekcje dróg oddechowych. Po raz pierwszy w swojej 7-letniej praktyce zauważyłem też tak znacznie zmniejszoną skuteczność ordynowanych terapii i częstsze, w porównaniu z poprzednimi sezonami, powroty pacjentów z infekcjami.

Dr Paweł Jarosz

Nawet kilkudniowe narażenie na smog (PM 2,5; siarczany) zwiększa markery stanu zapalnego (CRP, IL-6, TNFR2) - co może się przekładać na większe ryzyko m.in. chorób serca i cukrzycy typu 2.

Damian Parol http://atvb.ahajournals.org/content/early/2017/07/27/ATVBAHA.117.309799

– Wdychanie pyłów szkodzi podobnie jak bierne palenie - te drobne cząstki, głównie sadza i lotne popioły oraz aerozole siarczanowe i azotanowe, docierają bezpośrednio do płuc, powodując m.in. nowotwory. Tyle że dymu papierosowego można uniknąć, wychodząc z pomieszczenia, a od szkodliwych produktów spalania węgla zawieszonych w powietrzu na warszawskiej ulicy ucieczki nie ma – powiedział Nam dr hab. Leszek Pazderski, chemik z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

 

Podsumowując: zdecydowanie odradzam bieganie w mieście. Na ten moment. Co zatem robić?

  1. Biegać w najbliższych lasach.
  2. Jeśli jesteśmy naprawdę uparci i chcemy biegać, to co najwyżej w maskach antysmogowych. 
  3. Pić dużo wody. 
  4. Spożywać znaczne ilości zielonej żywności: polecam jedzenie chlorelli i picie jęczmienia (najlepiej na bazie sproszkowanego soku z młodego jęczmienia).
  5. Wykonywać w domu trening zastępczy — mobilizację, jogę, trening z obciążeniem własnego ciała
  6. Modlić się o poprawę i edukować w zakresie smogu oraz przyczyn jego powstawania. 
  7. Przeprowadzić się nad morze (pół żartem pół serio). 

Chyba tyle można. 

Każdy jednak ma wybór. Wiem, że dla niektórych wysnuwanie tego typu tez jest niedorzeczne. Część osób może uznać, że jestem przewrażliwiony. 

Szanuję każde zdanie, a szanują swoje zdrowie, bieganie w mieście odpuszczam do odwołania. Mam to szczęście, że mieszkam blisko lasu. Nie wiem co byłoby gdybym mieszkał w centrum wielkiej aglomeracji... w każdym razie pisząc o tym wszystkim, zbierając dane, przyznam, że... dawno nie było mi tak źle. 

Po ludzku. 

Dyskusja

Wysyłając dane z tego formularza akceptujesz politykę prywatności Mollom.

Wysłane przez Sari (niezweryfikowany) w pt., 2017-11-17 22:58

Część mojej rodziny żyje w New Delhi, w tym żona brata mojego męża, która jest zafascynowana bieganiem. Śmiem twierdzić nie mniej niż Ty. Od miesiąca nie była w stanie wykonać żadnej aktywności ruchowej na zewnątrz ze względu na zanieczyszczenie powietrza. W tę niedzielę jest w Delhi półmaraton, który z wielu względów jest dla niej szczególny. Także to co teraz przeczytałam jest bardzo w punkt. Ona waha się. Wciąż się waha. Mi jest łatwo doradzić jej na NIE. Nie wiem z jakiego powodu otoczenie w Delhi doradza jej biec. Nie potrafiłabym wysłać kogoś mi bliskiego na wyjaranie 80 fajek w ciągu 90 minut! Ugh.