Aby biegać podobno nie trzeba wiele myśleć. Właściwie dla wielu osób bieganie jest sposobem na ucieczkę od myśli, wyczyszczenie umysłu, poddanie się swobodnemu ruchowi, najlepiej wśród natury, drzew, zieleni. Wydaje się to proste i naturalne. Aż ciężko sobie wyobrazić, że to luksus.

Możesz pojechać do centrum dużego miasta, wziąć udział w biegu wraz z kilkoma, nierzadko kilkunastoma tysiącami ludzi i być z siebie dumnym po ukończeniu. Możesz latami przekraczać swoje ograniczenia i bić kolejne rekordy życiowe. Robisz to dla siebie. Robienie czegoś tylko dla siebie na dłuższą metę przestaje jednak być satysfakcjonujące.

Zapewne słyszeliście o biegach charytatywnych, z których dochód, albo jego część przekazywana jest dla osób z jakiegoś powodu go potrzebujących. Jest to bardzo dobry pomysł, bo przez udział dla siebie, pomagamy innym. Proste. Tu również wiele nie trzeba myśleć - wnosimy opłatę za bieg, startujemy... i koniec.

W sobotę 22 września 2018 w podwarszawskim Nieporęcie po raz piąty został zorganizowany Bieg Zająca. Dystanse dostępne dla wszystkich były dwa: 5 i 10 km po malowniczych leśnych ścieżkach. Jednak to nie one czynią ten bieg wyjątkowym. O godzinie 12:00 na trasę ruszają zawodnicy dla których przebiegnięcie krótszego, dwukilometrowego odcinka jest już wyzwaniem. Zawodnicy, których określamy mianem niepełnosprawnych, bo tak nas nauczono. Faktem jest, że dla wielu z nich bieganie jest trudne. Nawet bardzo. Ale jest trudne dla większości ludzi. W Biegu Zająca startuje wiele osób, które nie mają możliwości uczestnictwa w wielu biegach masowych. Jest to podejście do biegu charytatywnego znacznie bardziej aktywne niż wpłata pieniędzy. A jak to działa? Każdy uczestnik biegów na 5 lub 10 kilometrów po opłaceniu swojego startu ma możliwość pobiegnięcia z osobą niepełnosprawną jako zając w biegu na 2 km – wtedy ta osoba nie wnosi opłaty startowej i ma wsparcie podczas biegu. Po ukończeniu biegu jako zając, można wystartować w biegach dłuższych.

Bieg Zająca organizowany jest od dwóch lat i odbywa się w marcu, wrześniu i grudniu. Ja sam brałem w nim udział po raz czwarty. Nigdy nie biegłem jako zając. Za pierwszym razem nawet o tym wiele nie myślałem. Dopiero później zacząłem się zastanawiać. Bycie zającem wydawało mi się trudne - zawsze byłem skupiony na sobie, na swoim biegu, na swojej rozgrzewce. Nie chciałem wykonać wysiłku związanego z motywowaniem zawodnika, któremu bieganie sprawia trudność. Bałem się, że sobie z tym nie poradzę. Zapomniałem jednak, że oprócz trudności, bieganie sprawia im też radość. Dlaczego nie chciałem sprawić radości? Przez swoje ograniczenia, które bardzo chciałbym przełamać. Ważne jest to, że już 15 grudnia 2018 roku mam szansę zrobić to z czym zwlekałem wcześniej - pobiec jako zając dla niepełnosprawnych. Biegów jest mnóstwo, ale okazji do takiej integracji jak w tym już niewiele.

To czego ja nie zrobiłem, zrobił nasz trener Adam Świrgoń. Nie tylko pobiegł jako zając dając dużo radości swojemu podopiecznemu, ale później w biegu na 5km wygrał rywalizację ze świetnym, jak na trudną przełajową trasę, czasem 17:00. Oto jak on sam wspomina swój udział:

Wszystko zaczęło się od jakiejś zwykłej ulotki, którą moja siostra dostała na którymś z wielu „zaliczanych” przez nas biegów.  Szczytny cel i fajnie było by pobiec, ale ja mam teraz formę i chciałbym pobiegać w jakiś poważniejszych biegach - stwierdziłem - zanim ta forma uleci razem z letnim powietrzem, na które znów trzeba będzie czekać prawie rok… Traf chciał, że akurat na ten weekend nie „rzucił mi” się w oczy żaden mocny bieg. W tej sytuacji postanowiłem, że szkoda czasu na szukanie lepszego biegu i podjąłem decyzję o wystartowaniu w Biegu Zająca.

Przyszedł dzień, w którym postanowiłem się zapisać. Jak zwykle przed zapisaniem się na bieg, zaglądam do regulaminu i sprawdzam najciekawsze i/lub najważniejsze informacje: ile kosztuje wpisowe? 60zł – czyli podobna kwota co na większości biegów.  Sprawdzam dalej, i jak to ja, odruchowo szukam nagłówka „Nagrody”, choć wiem, że bieg jest charytatywny i nie ma co się spodziewać nagród. Na biegu charytatywnym biegamy dla innych. To jest jedyny istotny punkt imprezy. Sprawdzam nagrody…i zaskoczenie! Mają być nagrody! No mega! Organizują bieg, aby pomóc niepełnosprawnym, a przy okazji pomyśleli o sponsorach, aby nagrodzić najszybszych biegaczy.

Wracając do Biegu Zająca, w regulaminie pojawiła się jeszcze jedna bardzo istotna informacja. Okazało się, że w biegu nie chodzi jedynie o zebranie pieniędzy, ale także o aktywne wsparcie chorych osób, już w trakcie zawodów.  Udało mi się dojechać do Nieporętu na tyle wcześnie, aby jeszcze złapać plakietkę z napisem „Wolontariusz” i stanąć w miejscu zbiórki, gdzie zdrowi, wysportowani, cieszący się życiem wolontariusze mogli dobrać się w pary z ludźmi, którzy zwyczajnie mieli w życiu niesamowitego pecha…Z ludźmi, dla których samotne przebiegnięcie choćby kilkuset metrów jest albo bardzo trudne, albo całkiem niemożliwe. Po chwilowym zamieszaniu, kiedy każdy wokoło szukał pary, udało mi się znaleźć Radka – to jemu miałem pomóc przebiec 2km. Początkowy kontakt był trudny. Radek prawie nic nie mówił, a gdy już się odzywał, robił to tak niewyraźnie, że nie potrafiłem nic zrozumieć. Za tłumacza robiła jego mama, która stała obok i dodawała Radkowi sił. Widać było, że bardzo stresuje się on biegiem, natomiast ja zacząłem się wkurzać na życie. Rozejrzałem się dookoła i widząc ludzi niepełnosprawnych, zacząłem pytać się w duchu jak to możliwe, że życie jest takie okrutne. Widziałem jak nieśmiali, apatyczni, zmęczeni chorobą są Ci ludzie. Zastanawiałem się jak oni dają sobie radę z chorobami, które ich dotknęły? Skąd biorą siły, by w ogóle wstawać z łożka kolejnego dnia. Szukałem odpowiedzi na pytanie, skąd czerpią siłę ich rodzice...

Ruszyłem do dwukilometrowego Biegu Zająca, mocno trzymając za rękę Radka, który ostatecznie zdecydował się pobiec bez mamy. Pobiec to trochę za dużo powiedziane, ponieważ od początku szliśmy. Nieustannie próbowałem zmotywować Radka i dodać mu otuchy. Z każdym metrem czułem, jakby szedł on trochę szybciej, jakby miał w sobie trochę więcej werwy….tak jakby z każdym metrem zostawiał za sobą początkową ospałość, ociężałość, w ich miejsce wlewając energię i siłę do rywalizacji … Gdy pod koniec pierwszego kilometra zauważyłem, że zbliżamy się do par, które wcześniej zostawiły nas daleko z tyłu, nie omieszkałem podzielić się moim spostrzeżeniem z Radkiem. Nie da się opisać jakie było moje zdziwienie, gdy nagle Radek odpowiedział, głosem zupełnie normalnym, i co ciekawe wyraźnym! „Tak! Doganiamy ich!”. W chwili startu byłem pewien, że jedynie mama Radka potrafi go zrozumieć. Tłumaczyłem sobie, że zajmując się nim wiele lat, zaczęła w końcu rozumieć co mówi Radek. A tu nagle Radek do mnie mówi, a ja go rozumiem! I to ja! Stary głuchelec! Ja, który zawsze czegoś nie dosłyszę, nagle słyszę wyraźnie każde słowo wypowiadane przez Radka, a tych słów było później więcej, bo Radek tak się rozkręcił, że mogliśmy już nawet nawiązać coś w rodzaju konwersacji. A co było w tym wszystkim najlepsze? Że idący coraz szybciej Radek, nagle zaczął biec! Za każdym razem, gdy zaczynał biec, robił to coraz szybciej i coraz sprawniej. Doszło do tego, że na drugim kilometrze zaczęliśmy się ścigać o miejsce z dwoma innymi parami. Radek poczuł rywalizację i za nic nie chciał odpuścić. To było niesamowite, móc zobaczyć jak dużo potrafi dać człowiekowi przebiegnięcie zaledwie 2km. Na dystansie tych dwóch kilometrów, które są dla mnie totalnym minimum na niemal każdej rozgrzewce, Radek i jego rywale, zmienili się w osoby dużo silniejsze, bardziej otwarte na innych, dużo śmielsze.

Mója konkluzja z Biegu Zająca jest taka, że zdrowi ludzie mogą pomagać niepełnosprawnym, i z pomocą zdrowych ludzi niepełnosprawni mogą się rozwijać oraz być szczęśliwi.

Poza tym, na biegu zadbano o tradycyjnych biegaczy, dając im możliwość startu na 5km oraz 10km. Każdy zawodnik otrzymał pakiet z koszulką oraz na mecie pyszną, ciepłą zupę z dyni :) Trasa bardzo ciekawa, w całości poprowadzona miejscem, które dla biegacza jest rajem, czyli lasem :) Było dużo przeszkód naturalnych w postaci podbiegów, zbiegów, piachu itp.

Drugi raz spotkałem taki bieg. Wcześniej wystartowałem w biegu charytatywnym w Puławach zorganizowanym przez fundację BezMiar. Tam nawet nie było informacji, o nagrodach. Miał być bieg, z pomocą którego zbierzemy pieniądze na budowę szkoły w Kamerunie. Pojechałem, pobiegłem, a na koniec okazało się, że wygrałem świetne nagrody. Już w grudniu kolejna edycja Biegu Zająca. Ja planuję wystartować, a wy? Jeśli lokalizacja lub termin wam nie pasują to polecam bieg charytatywny organizowany przez wspomnianą wyżej fundację BezMiar - Bieg Mikołajowy: http://www.bezmiar.org/2018/09/14/charytatywny-bieg-mikolajow-znamy-date/

Bieg organizowany jest przez Fundację Active Life (http://www.fundacja-activelife.org.pl/), której prezesem zarządu jest Anna Smolińska. Zajmuje się ona organizacją imprez sportowych i promowaniem aktywności fizycznej oraz zdrowego trybu życia. Oprócz tego, a może przede wszystkim, wspiera ona osoby niepełnosprawne, w szczególności chore na stwardnienie rozsiane, o czym można przeczytać w dołączanych do pakietów startowych materiałach.

Oprócz dystansów 5 i 10 km, biegu z zającem na 2km, można również zapisać dzieci na krótsze biegi: młodzieżowy 1000m i dziecięcy „zajączek” na 200m. W ten sposób udział może być okazją do spędzenia czasu z całą rodziną, co jak wiadomo jest dla nałogowych biegaczy cenną wartością ;)

Na samym biegu można było również zarejestrować się w bazie dawców szpiku kostnego w fundacji DKMS (https://www.dkms.pl/pl).

Relacja: Paweł Witkowski, Adam Świrgoń
Zdjęcia: Maja Opara

Dyskusja

CAPTCHA
To pytanie sprawdza czy jesteś człowiekiem i zapobiega wysyłaniu spamu.